środa, 2 maja 2018

Demony ucieknijcie na urlop...

Moje demony, które by tak uciekły na urlop.. Może by je tak wysłać na urlop bezterminowy? Ucieknijcie na inny biegun! Gdyby to tylko tak funkcjonowało.. Nie chcę troszczyć się o ich wygodę i pielęgnować pasożyty, które jedynie wysysają (wysysały?) moją indywidualność, charakter i wszystko co we mnie najlepsze. Oczywiście nie dając nic w zamian, bo taka ich natura, którą nie sposób zmodyfikować ani nakłonić do choćby najmniejszej ugody czy porozumienia. To monolog głuchy na jakąkolwiek reakcję czy próbę negocjacji.

To, co dane mi było przeżyć przez ostatnie tygodnie warte jest więcej niż poświęcenie wszystkiego w imię osiągnięcia statusu, którego nie sposób zdobyć. Warte tego cierpienia, przez które przeszłam i przez które tak naprawdę wciąż przechodzę.. Brzmi enigmatycznie, chaotycznie, absurdalnie? Takie jest i takie będzie. To nie ulega wątpliwości. Problemy ewoluują, a ja zmieniam się wraz z nimi. Przez niesamowicie długi czas uparcie i desperacko dążyłam do pewnego punktu, który się rozmazywał. Każdego dnia był coraz bardziej niewyraźny i oczekiwał ode mnie przekraczania kolejnych granic ludzkich możliwości. Wymuszał na mnie aby utrzymywać śmiertelny i niebezpieczny balans. Na granicy życia i śmierci. I to nie górnolotne wyolbrzymienia. Wyniki, badania, mój ówczesny stan psychofizyczny nie mógł być ukrywany w nieskończoność. Gołym okiem było widać błyskawiczny postęp wstrętnego i bezwzględnego widma.. śmierci. Tym bardziej doceniam to jak silna się stałam mając w głowie te wszystkie marzenia, które się spełniają gdy tylko pozwoliłam sobie zamienić słowa w czyny. Tak jest! Piękne słowa "wyjścia ze strefy komfortu" czy "zamiast tylko pisać i rozmyślać - działaj" są tym co mogę z ręką na sercu polecić każdemu. Nie tylko komuś kto boryka się z takim a nie innym problemem. Bez względu na to czy walczysz z samym sobą na płaszczyźnie odżywiania czy w sferze uzależnienia od substancji psychoaktywnych, używek wszelkiego rodzaju czy z problemami typowymi dla określonego wieku. Nic się samo nie wydarzy dopóki nie dasz sobie szansy i nie zaczniesz działać. Do momentu, w którym nie zrozumiesz, że tylko przekraczając każdego dnia inne granice strachu i niepewności jesteś w stanie wzbić się wyżej, zobaczyć więcej, przeżyć coś o czym nawet nie marzyłeś/aś. "The Magic Happens When You Step Out Of Your Comfort Zone" to tak bardzo Ja :) To tak bardzo Ty! I każda żywa istota. Uwielbiam pisać tak tajemniczo, intrygująco, tak, że niejasność moich doświadczeń sprawia, że możesz odnieść to do siebie i do swojej sytuacji. Pragnę sięgać po więcej i robić więcej. Nie chcę żeby cokolwiek mnie stopowało. Chcę dawać sobie szanse, próbować i nie mówić, że "nie da się". Skoro pokonuję tak silne uzależnienie od ciebie, ty przeklęta anoreksjo, to jestem w stanie zrobić wszystko o czym zapragnę. Zaczynając od tak przyziemnych? typowych? znanych? przeżyć jakimi są koncerty. Od dawna bowiem słuchałam, szanowałam i podziwiałam twórczość zarówno Taco Hemingway jak i Quebonafide. Kiedy dowiedziałam się, że postanowili połączyć razem swe siły, nagrać wspólnie album a całą muzyczną współpracę nazwać wdzięcznie Taconafide to spróbowałam wziąć udział w konkursie, w którym był do wygrania podwójny bilet na ich pierwszy koncert w trasie Taconafide Ekodiesel Tour w Krakowie na Tauron Arenie. Na szczęście są wokół mnie entuzjaści, dobrzy,  pozytywni, zwariowani i otwarci ludzie, których darzę ogromną sympatią. Dzięki temu nie miałam najmniejszego problemu z wyborem towarzystwa na ten koncert (i kolejne.. ale o tym za chwilę). Wszystko co działo się przed, podczas i po koncercie sprawiło, że moja chęć do życia wzrosła o nieskończoną ilość jednostek euforii w górę. Występ samych wyżej wymienionych artystów należy do przeżyć, które będę wspominać z ogromnym uśmiechem na ustach. Wyskakałam, wykrzykałam i wybawiłam się do granic możliwości. (Co nie znaczy rzecz jasna, że to koniec tego typu ekscesów.. :D) Ta kolaboracja to strzał w dziesiątkę, a fanbase na koncercie (koncertach..) wbrew pozorom nie oscylował tylko w wieku gimnazjalnym i nie był skierowany dla przewrażliwionej i zbytnio egzaltowanej młodzieży, która jara się ekscentrycznym wyglądem Quebo i ironicznymi, naładowanymi metaforami i sarkazmem historii Taco z jego poprzednich albumów. Co więcej, mam wrażenie, że najwięcej do powiedzenia mają osoby, które koncert widziały na krótkim fragmencie w Insta Stories lub na Snapchacie :) Norma. Nie mam zamiaru się spinać, walczyć z tym bądź tłumaczyć, że żaden filmik czy foto nie jest w stanie się nawet zbliżyć do energii i emocji, które spływają na uczestnika wydarzenia. Pomimo tego, że jako się rzekło, był tym pierwszym, rozpalił moją koncertową duszę do tego stopnia, że chciałam (zapragnęłam wręcz) móc przeżyć to raz jeszcze i.. jeszcze! Brałam udział we wszystkich konkursach, jakie tylko mogłam znaleźć. Głównie polegały na kreatywności pisarskiej (w dłuższej i krótszej formie) w zakresie odpowiedzi na pytania. Wykazałam się swoją wybujałą wyobraźnią i niezmiernie wierzyłam w to, że mi się uda.. Korzystałam ze wszelkich mechanizmów przyciągania pozytywnej energii :D Tak, "Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat działa potajemnie, by udało ci się to osiągnąć". Można z tego kpić, uznać to za brednie czy też wmawiać sobie, że "udaje się każdemu tylko nie mi". Jasne, wymówka znajdzie się na wszystko. Ja odkąd przestałam się nad sobą użalać, a zaczęłam działać - tak po prostu to wszystko zaczęło się układać. Tym samym wygrałam kolejne bilety na trasę Taconafide :) Do Gdańska na Ergo Arenę oraz do Łodzi na Atlas Arenę! Każdy był wyjątkowy. Nie dość, że lokalizacja robiła swoje plus sam fakt, że ludzie także sprawiają, że co koncert to inny wachlarz zdarzeń, wiadomo! Towarzystwo i nocleg ogarnęło się na bieżąco. Żaden problem :) Dziękuję Wam wszystkim.. Przyjaciele i znajomi to potęga! Nie wzbraniajmy się przed tym! Ten cudowny chichot losu pomaga w wierze o lepsze jutro :D oraz w to, że "The Best Is Yet To Come". Rewelacyjnie podnosi samoocenę i pomaga każdego następnego, zwykłego dnia, które zazwyczaj nie jest tak pozytywne i przesycone brzmieniem rozentuzjazmowanego tłumu, rzecz jasna. "Never, ever give up" :) Ja nie mogę? Chcę, staram się, pracuję to mogę wszystko.       

PS: Podkreślę to, że kluczowy w tym kruchym procesie zdrowienia jest kontakt z ludźmi nie związanymi ze sferą ED. Kiedy w ubiegłym tygodniu Ania Kęska odniosła się do tej kwestii na swoim insta stories @aniamaluje od razu wyraziłam swoje stanowisko w tej sprawie, bo mam sporo do powiedzenia na ten temat. Jestem autentyczna w tym co mówię i czuję się realnym głosem w tej kwestii...

Klik aby powiększyć

Treść komentarza:

Odniosę się do tematu, który poruszyłaś na insta stories w kwestii prowadzenia na IG konta "pro ED recovery" wychodząc z anoreksji. Prowadzenie takiego konta to jest pogłębianie się zaburzenia.. Nie tędy droga. Anoreksja to bardzo "competitive illness" nawet jeśli ma się dobre intencje (czyli chce się wyzdrowieć). To próba zwrócenia na siebie uwagi. To jest bezsilność wobec choroby. Wpisując w opisie na IG "ilość razy kiedy się wylądowało w szpitalu" (tak jak wspomniałaś na stories) czy "jak niskie bmi się osiągnęło" czy też "jak szybko się wróciło do zdrowej wagi" itd. to rozpaczliwa próba wołania o pomoc i atencję. Takie porównywanie tego ile się zjadło, ile się schudło czy przytyło jest bardzo szkodliwe i nie prowadzi do powrotu do zdrowia. Pomimo tego, że te anglojęzyczne konta najczęściej są okraszone szokującymi foto "przed i po chorobie" w ramach potwierdzenia tego jak bardzo było się (lub jest) chorym to tak naprawdę nie o te kilogramy tutaj chodzi.. Można mieć anoreksję mając już wagę w granicach normy. Wyjście z zaburzeń odżywiania polega nie tylko na tym aby nauczyć się traktować jedzenie jak jedzenie, energię, paliwo do codziennego życia, a nie jak cel istnienia (bo i tak rzeczywistość takiej osoby na drodze do wyzdrowienia jest nieustannie skoncentrowana wokół odżywiania), ale także (albo przede wszystkim!) na tym aby nauczyć się ŻYĆ. W każdym tego słowa znaczeniu. ŻYĆ, a nie skrywać ciągle za jedzeniem, wyglądem, wagą. Osoby po ED czy wychodzące z ED, próbujące żyć bez swojej choroby potrzebują pasji, zainteresowania, zajęcia, które jednak nie jest związane z jedzeniem.. (Tak uważam, pomimo tego, że często słyszy się o anorektyczkach, które po wyjściu z choroby zostały dietetyczkami albo trenerkami personalnymi. Jasne, lepsze to niż autodestrukcyjne zachowania, głodówki czy przeczyszczanie się, ale to ciągle inna odmiana ED, jakby transformacja ED). Co do prowadzenia profilu IG w moim wykonaniu, z autopsji, to tak, ja także chciałam poniekąd w ten sposób wyzdrowieć, pokazywać swoje postępy (będąc równocześnie pod opieką specjalistów, co ważne)

Wpisałam najniższą wagę, wrzuciłam zdj z najgorszego okresu choroby. (dziesięć bmi, waga "z dwójką z przodu"...) Pisałam po angielsku, bo przecież to zwiększy szansę na dotarcie do większej ilości osób.. Byłam przekonana, że to mi pomoże. Nie tylko w wyzdrowieniu, ale także w odnalezieniu.. bratnich dusz? które zrozumieją przez co przechodzę? Ostatni nawrót choroby o mało co nie skończył się dla mnie tragicznie. Wywrócił moje życie do góry nogami. Ten profil jest dla mnie takim symbolem(?) upadku(?) Nie usunę go, bo mimo wszystko jest pewną przestrogą dla mnie (i niech będzie także dla innych), a także przełamaniem tabu. Czasem, w którym pierwszy raz głośno przyznałam się, że mam ED i że to jest choroba, a nie fanaberia. Oczywiście ostatecznie najlepszym sposobem na wychodzenie z anoreksji było odcięcie się od tego środowiska i spędzanie czasu z normalnymi ludźmi w realu, którzy nie są związani z ED. Szczerze polecam to każdemu kto boryka się z zaburzeniami jedzenia. Dzięki @aniamaluje za te i inne stories. Zawsze mnie skłaniają do mniejszych lub większych refleksji. Lubię Twoje odważne wyrażanie własnego zdania. Szanuję i pozdrawiam!


Edit 01.10.18

Czuję wewnętrzną potrzebę ponownej konfrontacji z.. opublikowaniem prawdy. Nie robię tego w nowym poście, bo tytuł jest bardzo adekwatny aczkolwiek tym razem w innym wymiarze.. Czułam, że wygrywam życie, że ponadprzeciętnie pokonuję moją chroniczną anoreksję. Wielkie sukcesy powodują drastyczne upadki, nawroty. Na ogromną skalę.. Ostatni czas był trudny. Wszystko, kolejno, sukcesywnie przypominało mi te chwile agonii, które przeżywałam przed ostateczną konfrontacją ze swoim stanem zdrowia, która miała miejsce ubiegłego października.. Zostanie samej sobie, ściśnięty do granic możliwości żołądek, kompletne owładnięcie demonami. Skutki błyskawiczne. Konsekwencje nieuniknione.. Po trosze przyczynił się do tego mój udział w Przeglądzie Przedstawień Istotnych (jak przed roku, w poprzedniej edycji) "Przez dotyk" Rodzina +/_ w teatrze.. Byłam na wszystkich ośmiu spektaklach, które pomimo tego, że dotyczyły tego samego były powiązane nicią ojcostwa. Tato nie wraca, Tato ma kota, Poczytaj mi tato.. Tato (!) Tęsknię..

Wakacje w moim wydaniu generalnie rządzą się swoimi prawami. Dają pole do popisu restrykcjom.. a ja udając, że ignoruję jej kolejne ataki tak naprawdę poddawałam się jej. Kroczek po kroczku. Jak to zawsze bywało przez te wszystkie lata przeplatane remisją i nawrotami. Wróciłam na studia, bo nie widzę innej opcji. Rezygnowanie z nich na piątym roku..? To nie wchodzi w grę.. Przecież mam ambicję by je skończyć. Pamiętam jak rok temu owładnięta szeroką gamą lęków załatwiałam formalności dot.zdrowotnej przerwy.. Tak, weszłam też wczoraj na wagę, od tyłu, blind weight like I used to do.. Unikałam jej odkąd skończyłam/przerwałam leczenie w kwietniu. Czułam, że kontrola z zewnątrz  musi być, dlatego stanęłam i.. (mi zawsze wydaje się, że jest wszystko w porządku dlatego nawet nie sugerowałam się swoimi przeczuciami, że nie jest tragicznie) było całkiem na odwrót. Deja vu.. Znów przepaść i przerażająco niska liczba. Awantura i stracenie wiary ze strony najbliższej mi osoby.. Może jak będę zdana tylko na siebie odbiję się od dna i najgłębszego koszmaru tego demona..?! Ja nie tracę wiary. Nawet wtedy kiedy sytuacja wydawała się beznadziejna, kiedy byłam na granicy życia i śmierci to ja.. widziałam to światełko, tą wiarę, że JA dam radę, bo zbyt wiele chcę jeszcze przeżyć.. Szkoda, że najbliżsi mają mnie za oszustkę, która mówiła, że daje radę z.. odżywianiem się. Ja naprawdę byłam o tym przekonana. Wychodzi na to, że przez ten ostatni czas ta pozorna siła i pokonywanie mojego wewnętrznego demona autodestrukcji było złudzeniem. Jednym wielkim kłamstwem. Tylko teraz uciekałam w inne rozpraszacze. Pozornie nowo odnalezione pasje. Obsesje obserwacji pewnych zjawisk. Analiz pewnych sytuacji i zachowań. Zajmowanie się kwestiami dla mojej egzystencji nieistotnymi. Obudź się, Anka z tego haju, bo może się okazać, że znów tylko Ci się wydaje. Nie wkręcaj sobie iluzji kontroli..

Od razu przypominam sobie Mac Millera, który przyznał: I hate being sober. Tak, in my case - I hate not being on hunger highMac claims that overdosing is 'just not cool' tym samym umierając w wyniku przedawkowania narkotyków.. Tak podstępne i ironiczne są uzależnienia.. W przypadku anoreksji trafnie to opisuje newscientist w artykule Starving is like ecstasy use for anorexia sufferers..

"W tym domu nie ma miejsca na anoreksję (...)" "Nie, przecież ja sobie radzę, poradziłam sobie już, w zasadzie to już mnie nie dotyczy, nie? Odcinam się, robię swoje, ale za chwilkę znów wracam, bo muszę.. Tak na moment tylko, przecież to piekło mam już za sobą.." Oczywiście. Chwila nieuwagi.. Tak bardzo słowa to jedno a czyny to drugie..


czwartek, 15 lutego 2018

Tajne oblicza anoreksji, o których się nie mówi


Ukryte pod płaszczykiem szczęśliwego spełnienia i satysfakcji fakty na temat anoreksji. Opracowałam je spontanicznie podczas spotkań z psychodietetyczką..

Zaznaczę, bo to istotne, że są to poniekąd wnioski wyciągnięte przeze mnie, po blisko dwunastu latach życia z anoreksją, (przeplatane okresami, w których udawało mi się pokonywać autodestrukcyjne działania, do których zaliczały się głodówki czy kompulsywne ćwiczenia). Z pewnością wyglądałoby to inaczej jeszcze pięć, sześć lat temu. Z czasem konsekwencje są coraz większe, ale osoby z krótkim stażem chorowania  nie dopuszczają do siebie tej bolesnej, trudnej prawdy. Najczęściej wypierają ją. Obserwuję to za każdym razem kiedy stykam się z osobami z zaburzeniami odżywiania. Warto uzmysłowić sobie to, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego. To mechanizm działania anoreksji. To jest myślenie kategoriami: „Jest ok, daję radę, przecież mam wszystko pod kontrolą”.


Życie z anoreksją
Życie bez anoreksji
- obsesyjne myśli dotyczące jedzenia, wyglądu, wagi uniemożliwiające skupienie się na innych aspektach życia
- nauka życia.. w ogóle (precyzując - przedefiniowanie go, nadanie celu nie związanego ze sferą ed)
- ciągły strach o swoje życie
- utrata kontroli nad jedzeniem
- brak perspektyw
- normalne relacje z ludźmi
- brak siły by żyć, pracować
- możliwość by znaleźć pracę
- izolowanie się od wszystkich
- możliwość założenia rodziny
- ciągły smutek, przygnębienie, zdenerwowanie, depresja
- chęć do działania, wychodzenia z domu
- ciągłe stany lękowe i bóle pochodzące z różnych części ciała
- siły do konfrontowania się z życiem
- ciągła zależność od kogoś
- możliwość skupienia się na innych rzeczach niż obsesyjnym myśleniu o jedzeniu
- budzenie lęku, często odrazy wśród innych ludzi oraz brak szacunku z ich strony
- szansa na znalezienie pasji, hobby,
nie związanej z jedzeniem

- „życie” z iluzją szczęścia, która powoli prowadzi do śmierci
- możliwość podróżowania po świecie
i poznania nowych ludzi

- ból, który sprawia się najbliższym, którzy patrzą jak umierasz
- możliwość poznania siebie na innych obszarach, nie tylko tych „pierwotnych”
- bycie na straconej pozycji na każdej płaszczyźnie swojego życia
- możliwość na stanie się niezależną 
- nie traktowanie mnie poważnie, często jak dziecko, któremu nie można powierzyć odpowiedzialnego zadania
- ciągła praca nad sobą by znów nie wrócić do chorych, obsesyjno-kompulsywnych zachowań
- brak rozwoju w żadnym kierunku, stanie w miejscu, które jest jednoznaczne z regresem

- ciągłe poczucie zrezygnowania
- brak marzeń
- ciągłe myślenie, że nic nie ma sensu
- wegetacja, brak sił na cokolwiek
- ciągłe poczucie zimna, senności

Niektóre rozwinęłam niżej. Tylko te dotyczące życia bez anoreksji, wypisane po prawej stronie. Dlaczego? Piekło lewej strony to materiał na niekończącą się lawinę bólu, którego nie chcę tutaj serwować. (Jasne, że po dłuższym zastanowieniu się można by dodać o wiele więcej, być może nawet bardziej trafnych spostrzeżeń, refleksji, ale nie o to chodziło. To miało być twórcze i szczere działanie pod wpływem impulsów, silnych emocji. Myślę, że gdybym zrobiła to na spokojnie w domu możliwe, że mogłabym spojrzeć na blogi lub specjalistyczne artykuły, które regularnie czytam od dziesięciu lat na temat zaburzeń odżywiania, a to by sprawiło, że powyższe punkty nie byłyby intymne i takie „tylko moje”. Dzięki temu, że są pisane możliwie jak najszybciej to są w pełni autentyczne, płynące prosto ze mnie i bazujące na moich doświadczeniach.  

Nauka życia.. w ogóle

Za każdym razem kiedy życie stawiało przede mną wyzwania, napotykałam się na problemy, trudności to mobilizującym stało się poczucie kontroli. Kiedy nie byłam pewna „czy mi się uda z czymś sprostać” miałam swego „pewniaka” pod postacią kontroli jedzenia. A raczej robienia wszystkiego żeby spożyć go jak najmniej. Wmówiłam sobie, że rygorystyczne „pilnowanie” tego co i ile jem (zapisywałam to na małych karteczkach każdego dnia) da mi siłę żeby poradzić sobie ze wszystkim.. Zaślepiło mnie to do tego stopnia, że najczęściej nie widziałam świata poza tą kontrolą. Tu nie chodziło o cyferki, naprawdę się nie ważyłam ani nie mierzyłam. Samo poczucie, że „jestem lepsza”, bo wmówiłam sobie, że jem minimalną ilość jedzenia, „a to przecież sprawia, że zawsze będę w czymś najlepsza”. Jak to teraz piszę to widzę jak bardzo to jest nielogiczne. Dochodził do tego nieustający lęk przed przytyciem. Wydawało mi się, że jak zacznę normalnie jeść, co cztery godziny, normalne porcje to się nagle roztyję.. A mi podobało się to, że jestem taka drobna i tak bardzo wyróżniałam się wśród moich rówieśniczek. Tak bardzo skupiałam się na całej sferze swojego obsesyjnego podejścia do jedzenia i wyglądu, że zapomniałam doświadczać życia. Po prostu. Nie ma tu co się rozwodzić. Anoreksja to moja „bezpieczna sfera”, w którą sobie wchodziłam kiedy bałam się zrobić krok ku.. czemukolwiek. Czy to relacje partnerskie (nie mówię tu o przyjaciołach) czy to zawodowe.. Paraliżujący strach przed tymi dorosłymi wyzwaniami sprawiał, że chciałam uciec.. I robiłam to. 

Utrata kontroli nad jedzeniem (?!)

Dla mnie wyjście z anoreksji jest równoznaczne z wolnością i swobodą w kwestii przyjmowania pożywienia. Wydaje mi się, że ja tak bardzo lubię kosztować, smakować, że kompletnie bym zwariowała i zaczęła jeść, jeść.. A tego nie chcę. Potrzebuję tej kontroli. „Skubanie” jedzenia dawało (daje..) mi poczucie takiego niedosytu i ochoty na to jedzenie następnym razem. Wyczekiwania na niego, bo czuję to niedojedzenie. Kiedy nie jem pełnej porcji czuję spokój, że potrafię przestać, że ta kontrola jest we mnie i dzięki temu może jestem w stanie skontrolować też inne sfery życia.. Skoro mam takie zapędy do nadzoru to może w końcu uda mi się je przenieść na coś innego..

Normalne relacje z ludźmi 

Bywało, że potrafiłam spontanicznie zaproponować spotkanie, wyjść z inicjatywą i sama wszystko zorganizować. To było w momentach kiedy miałam okresy „cudownego podleczenia”. Dlaczego uważam to „cudownym”? Do tej pory nie rozumiem mechanizmów mojego sinusoidalnego przebiegu mojego zaburzenia.. To nie jest zależne od moich sukcesów ani w kwestiach towarzyskich ani uczelnianych więc.. te ciągłe wahania nastrojów są dla mnie zagadką. Niestety w słabszych momentach tzn. takich kiedy znów anoreksja, strach przed jedzeniem mnie obezwładnia ja izoluję się i robię wszystko żeby zostać z nią sam na sam. Wyzdrowienie z anoreksji jest dla mnie równoznaczne z brakiem tej samotności. W momencie kiedy jestem w bojowym nastroju, faktycznie pomimo lęków i obaw jem i odżywiam się jak należy ta potrzeba do izolowania jest bardzo mała. Po prostu w momencie kiedy jem to anoreksja coraz mniej zajmuje moje myśli. Dzięki temu jest miejsce na innych ludzi. To brzmi trochę absurdalnie? Ale tak jest. Mam energię by walczyć z tymi myślami. Wiem co mam robić. Wiem, że jedzenie jest moim lekarstwem, a pomimo tego tak często wolę do niej wrócić.. Nie dała mi nic wartościowego, a pomimo wszystko ta toksyczna relacja jest dla mnie wciąż tak.. ważna? Nigdy nie chciałam żeby stała się moją tożsamością, bo uważam, że mam coś więcej do zaoferowania niż „chorowanie na anoreksję” i identyfikowanie się z tym zaburzeniem, ale czuję, że to coś tak mocno się we mnie zagnieździło, że trudno mi stwierdzić: „kończę z tobą”. Jednak bywało, że często to poczucie głodu, czystości, pustki mobilizowało mnie do działania. To wiercenie w żołądku towarzyszyło mi na każdym etapie mojego życia i czuję się do niego przywiązana. Kiedy go nie ma czuję, że „czegoś mi brakuje”. Rany, jakie to jest pokręcone..

Możliwość założenia rodziny 

Bez odzyskania zdrowia nie będę mogła zająć się nikim innym, bo anoreksja zabiera 100% uwagi. Kiedy uwolnię się od anoreksji będę miała możliwość zdecydowania czy chcę założyć rodzinę. Będę mogła rozważyć taką ewentualność. Być może otworzą się przede mną kolejne perspektywy, możliwości. W tym decyzja o związaniu się z kimś i/lub zdecydowanie się na dziecko. Nie wiem czy odzyskam okres, nie wiem czy chcę mieć dzieci, ale kiedy wyzdrowieję to będę mieć wybór, bo kiedy jestem chora ani nie mogę urodzić dziecka (brak okresu) ani zaadoptować, ponieważ nikt nie odda dziecka chorej osobie…

Chęć wychodzenia z domu 

W procesie wychodzenia z anoreksji mam ochotę na jakąkolwiek aktywność. Czuję się żywym człowiekiem, a nie pogrążonym w depresji zombie snującym się po domu. Nieważne czy wykonuję coś konstruktywnego czy typowo sprzątam pokój. Szczerze i bez przymusu mam po prostu ochotę i energię by wykonywać jakieś działania oraz myśleć nad innymi, przyszłymi zajęciami.

Siła do konfrontowania się z życiem 

Kiedy regularnie się odżywiam mój mój mózg inaczej pracuje. Po mału dochodzi do mnie jak destrukcyjnie wpływa na człowieka niedożywienie, niedobór glukozy we krwi itd. Ciągła senność, brak sił, znużenie, apatia i w końcu – depresja powodowały, że nie zdawałam sobie sprawy z tego ile mnie ominęło, ile rzeczy mogłam zrobić, ile osób poznać. Nie zrobiłam tego, bo po prostu nie miałam na nic siły przez niejedzenie. Nieustanne odkładanie zdrowienia na później sprawiło, że tkwiłam w zawieszeniu wiele lat. Zastój powodował rezygnację i pogłębiające się poczucie „teraz to już nie ma sensu”. Na chwilę obecną zmuszanie się do podjęcia kolejnych kroków, przekraczanie wyznaczonych przez siebie absurdalnych granic daje mi do zrozumienia, że nowe nie oznacza końca świata i odebrania mi bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie. Zakodowane reguły ograniczały moje myślenie i powodowały, że zamykałam się w schemacie, który w żaden sposób mnie nie rozwijał. Stało się zupełnie na odwrót, bo to on spowodował regres na większości płaszczyznach mojego życia.

Możliwość skupienia się na innych rzeczach niż jedzenie 

Przez ostatnie długie lata śmiało mogę stwierdzić, że jakieś 90% moich myśli związanych było z jedzeniem, wyglądem, chudością itd. Ciągle tylko „ja, ja, mi jest źle, bo zjadłam za dużo/za mało, chcę być chudsza, ale nie mogę, chyba ale chcę, ale nie wiem co z tym zrobić. Nie chcę tak żyć. Nie umiem inaczej żyć. Boję się jeść. Nie chcę jeść, ale muszę.. Co mam robić..” I tak w kółko. Wpędzało mnie to w paranoję i wiedziałam o tym, ale pomimo tego, że nie chciałam tak żyć, egzystować, a raczej wegetować to strach przed zmianą i utratą swojego statusu najchudszej osoby powodował, że bałam się poczynić kroki ku wyzdrowieniu. Doskonale wiedziałam co muszę robić żeby wyzdrowieć. Wiedziałam, że moim lekarstwem jest odżywianie się. Pomimo tego ciągle odkładałam to konkretne działanie w czasie. Strach przed nieznanym mnie paraliżował. Bałam się jeść jak człowiek, bo w swojej bezpiecznej strefie odnalazłam komfort i coś tylko mojego. Nie obchodziło mnie, że to było destrukcyjne. Przez cały ten czas wiedziałam, że to nie jest dla mnie dobre, że to nie może tak dłużej trwać, ale twardo trzymałam się swoich przyzwyczajeń, bo przecież tylko to było pewne w moim życiu. Coś co zależy tylko ode mnie.. Tylko z czasem okazało się, że tak wcale nie jest. Im dłużej utrzymywałam ten stan tym trudniej mi było funkcjonować inaczej niż w schemacie obsesji wokół jedzenia, a raczej unikania go na setki sposobów. Byłam jednocześnie wściekła, że ta kontrola jedzenia w tak ogromnym stopniu owładnęła mój umysł, że już nie mogłam się skupić na niczym innym. Całe dnie były przepełnione myśleniem o tym żeby nie zjeść, ale nie umrzeć z głodu albo o tym, że boję się zważyć albo o tym, że znów będzie awantura w domu, że nie chcę jeść, że źle wyglądam itd. Do tego dochodził ciągły strach, że zemdleję albo się nie obudzę. Doskonale znałam konsekwencje utrzymywania tak skrajnego niedożywienia. Nie wiedziałam ile ważę, ale wiedziałam, że.. nie jem i to jest przyczyną moich dolegliwości, ciągłego bólu pochodzącego z wszystkich możliwych miejsc mojego ciała. Byłam na skraju załamania nerwowego. Ten obłęd i nieustanne lęki spowodowały, że powiedziałam „Dość! Czas spróbować żyć inaczej. Zacząć żyć w ogóle. Zobaczymy co się stanie. Przecież gorzej już być nie może”. I stało się. Kiedy po mału pozwalałam sobie na wsłuchanie się w sygnały, które daje mi mój organizm, głównie w głód, który zaczął się pojawiać kiedy zaczęłam regularnie jeść, to próbowałam zamiast go ignorować, (traktować jako zwykły ból, który uśmierzałam np. tabletką przeciwbólową) to pozwolić sobie na zwykłą ludzką czynność jaką jest normalne włożenie jedzenia do ust. Przestać wmawiać sobie, że tak kocham utrzymywać stan głodu. Z czasem czułam się silniejsza dzięki temu, że pokonuję tak silne przyzwyczajenie, którym było ignorowanie głodu. Dzięki odżywianiu się poczułam, że w końcu mogę skoncentrować swoją uwagę na czymś innym niż jedzenie, anoreksja, wygląd, chudość, jedzenie. Po mału mogłam skoncentrować swoją uwagę na obejrzanym filmie czy książce. Znów mogłam wymieniać swoje spostrzeżenia z drugą osobą na temat fabuły tych dzieł literackich czy filmowych. Kiedy nie odżywiałam się czułam nieustanną senność, znużenie, brak motywacji do czegokolwiek i te ciągłe depresyjne, destrukcyjne autodestrukcyjne myśli.. Niekończące się poczucie bezsensu i zrezygnowania.. Jedzenie ma znaczenie i wiem, że pomimo tego, że najczęściej łatwiej powiedzieć to wszystko niż zrobić muszę się zmuszać do nie poddawania się i do konsekwentnego podążania nową ścieżką, na którą weszłam. Przecież nie chcę wracać do tego piekła. Już znam je doskonale. Chcę w końcu doświadczyć czegoś innego..

piątek, 29 grudnia 2017

Przewrotność, na którą (nie) mam wpływ(u)

Próbując odbudować swoje życie na nowo wiedziałam, że ten proces nie będzie linearny. Oczywiście, że byłam przygotowana na sinusoidalny przebieg sytuacji. Tak, mając coś w głowie, wiedząc coś teoretycznie, a zastosowanie tego w praktyce to drugie. Czuję gdzieś podświadomie ciążącą na mnie presję. Ciągłe oczekiwania jednej bądź drugiej osoby z zewnątrz. Być może to tylko moje przeczucia spowodowane narzuceniem przez samą siebie perfekcyjnego tępa zdrowienia.. Przez ostatni tydzień, dwa, miałam kryzys. Nie będę się rozdrabniać jak to odbiło się na mojej somatyce, ale przez moją głowę przebijały się nieustannie myśli krążące wokół decyzji zaniechania. Pójścia na ustępstwo. Pomimo tego udałam się, jak co tydzień do Pani Ady.. Wydarzyło się coś czego w życiu bym się nie spodziewała. Dane mi było porozmawiać z dziewczyną i jej rodziną, która wyszła ze szpitala spod sondy. Zostałam poproszona o słowa wsparcia z pozycji osoby, która sama po dziesięciu latach zgłosiła się po pomoc. Ze strachu. Ze świadomości, że przychodzi taki moment kiedy przyznajesz się przed samą sobą, że jednak ten magiczny dzień kiedy "będziesz gotowa" zacząć sama jeść chorując na anoreksję nie nadejdzie. Bez pomocy kogoś z zewnątrz, specjalisty nie ma opcji żeby bezpiecznie uwolnić się z obsesji głodowania. Bez ogródek rzecz ujmując. Myślę, że powiedziałam wszystko co sama chciałabym usłyszeć będąc w wieku tej dziewczyny. Szczerze wątpię (przepraszam Cię jeśli to jakimś cudem przeczytasz), że to do Ciebie dotarło, bo wiem po sobie, że na pewnym etapie choroby nic do Ciebie dociera.. Nawet jeśli jesteś somatycznie podleczona. Tak naprawdę wychodząc ze szpitala wiele, wiele lat temu staczałam się po mału. Znowu. Tylko ja nie miałam takiej pomocy po wyjściu z niego jaki Ty masz, droga koleżanko. Jeśli tylko zaufasz Pani Adzie będzie dobrze. Sama Ci to powtarzałam dlatego sama muszę (chcę?) stosować się do rad, które Ona mi udziela na moim etapie zdrowienia. Pisząc to myślę sobie "ale się wkopałam.. Co z moimi planami ucieczki..?" Nie będę ukrywać, że z uśmiechem na ustach próbuję wykonać recovery plan modyfikowany na bieżąco. Za długo zakorzeniałam sobie pewne schematy. Tym samym powinnam zdać sobie sprawę z tego, że wyprostowanie tego i samodzielne doprowadzenie ciała do harmonii także zajmie niemało czasu. Pamiętam jak parę miesięcy temu jednym z moich celów wychodzenia na prostą była chęć pomocy innym w przyszłości. Teraz, im dłużej się nad tym zastanawiam chyba dochodzę do wniosku, że jednak to kwestia, która wymaga głębszych rozważań. Może (raczej na pewno) nie jestem na odpowiednim etapie żeby brać takie opcje na poważnie. Jestem tak rozchwiana emocjonalnie, że próba podjęcia racjonalnych decyzji skończy się fiaskiem. Nie oszukujmy się, pomimo szczerych chęci pomocy przez jedną anorektyczkę drugiej anorektyczce zawsze to się skończy nakręcaniem się i "karmieniem choroby" przewrotnie rzecz ujmując. Dlaczego? Bo tu nie chodzi o jedzenie. To jak relacja jednego uzależnionego do drugiego. W pewnym momencie coś pęknie i jedna drugą będzie chciała ściągnąć na dół. Skąd u mnie ta pewność? Doświadczenie. Autopsja. Chociażby z ostatniego miesiąca. Cudownie zapowiadająca się przyjaźń skończyła się zanim się tak naprawdę zaczęła przez anorektyczną zazdrość. Zawiść.  Podłość? Nie chcę wnikać. Już nie. Polecam odcięcie się od wszelkich zaburzonych edkowiczek. Jedna od drugiej. Skierowanie się ku zdrowym ludziom. Tym, którzy byli z Tobą kiedy nie wkroczyło się w piekło edkowej obsesji. Albo poznanie całkiem nowych. To najlepsza opcja i ku tej będę dążyć w przyszłości. Ileż to ludzi do poznania! Jest tyle dziedzin i tematów, które nie są związane z kwestią odżywiania.. :)   

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Zakotwiczenie w ramach

Im dłużej zastanawiałam się jak ująć w słowa ostatnie zdarzenia tym bardziej się waham czy świadoma publikacja moich wciąż cicho skrywanych marzeń przyniesie więcej dobrego niż złego. Od lat jak mantrę powtarzałam sobie, że kiedy wypędzę tego demona autodestrukcji z mojej głowy, który każe mi się głodzić znajdę sposób na to aby swój ból i swoistą drogę przez mękę wykorzystać w pozytywny sposób. [Tylko jak miałam być wiarygodna skoro nieustannie wracałam na ścieżkę autodestrukcji..? Skoro tak nienawidziłam i kochałam to równocześnie.. Z jednej strony czułam dumę „jak można tyle lat znosić te katusze i nie popaść w paranoję” (niedożywienie sprawia, że człowiek nie jest sobą. Czy tego chcesz czy nie organizmu nie oszukasz i pomimo tego, że tak bardzo starasz się dopiąć jakąś sprawę do końca, wykonać należycie zadaną pracę nie jesteś w stanie tego zrobić z czysto fizjologicznych kwestii tj.nieustanne poddenerwowanie, irytacja, lęk, strach przed sam nie wiesz czym! Obłęd i piekło na ziemi) a z drugiej strony wiedziałam, że jestem po prostu słabą jednostką poddającą się anoreksji.. Pomimo tej świadomości moje długoletnie zakotwiczenie w manii restrykcji żywieniowych działało jak najlepszy na świecie narkotyk, którego nie chciałam odstawić]. Cóż mam na myśli planując przekuć chorobę w coś.. dobrego? Za wcześnie by o tym mówić i zdradzać szczegóły, ale wiem, że nie chcę popaść w zapomnienie w sferze zaburzeń odżywiania, bo to za bardzo tabularyzowany temat. Nieustannie spychany na margines. Najbardziej wstydliwy i lekceważony, spłycany, niezrozumiany. Wierzę i trwam w postanowieniu odzyskania siebie, odrzucenia płaszczyka anoreksji, który iluzorycznie daje mi poczucie kontroli.. Zabiera wszystko i będę to powtarzać jak mantrę każdemu, kto ślepo wierzy, że nieustanne dążenie do perfekcji „w końcu się opłaci”. Rozczaruję Cię - ten moment nigdy nie nadejdzie. Anoreksja nigdy nie ma dość. Jestem wściekła na tego podłego demona! Przekuję ten gniew w ducha walki. Trwaj. Decyzja, Ania... 

sobota, 11 listopada 2017

Proces niejednostajnie przyspieszony

Decyzja. Ulegasz starym przyzwyczajeniom czy dajesz sobie szansę na spróbowanie czegoś nowego, czegoś być może bardziej satysfakcjonującego? I dla odmiany niedestrukcyjnego? Dla mnie proces wychodzenia z zaburzeń odżywiania to poddawanie siebie próbie. Udowadnianie samej sobie, że jestem w stanie sama przełamywać swoje utarte schematy działania. Spontaniczne wyciągnięcie ręki ku nowemu. Wkraczanie na ścieżki, na które nie dawałam sobie szansy wejść. Próba odpowiedzi na pytanie „co mi dała anoreksja?” W najgłębszych okresach nawrotu odpowiedziałabym, że poczucie kontroli, poczucie, że mam swoją sferę, która zależy tylko i wyłącznie ode mnie. W końcu to ja decyduję czy jem czy nie. Tylko czy tak jest naprawdę.. To nie ja decydowałam przez te wszystkie lata. To coś krzyczało, że nie powinnam, po co jeść skoro coraz większe poczucie lekkości przynosiło mi taką satysfakcję.. Staczałam się w otchłań letargu, zmęczenia, znużenia, rezygnacji, anhedonii.. Poddanie się wyniszczaniu dawało poczucie przynależności do pewnego stanu ducha. Chciałam mieć taką swoją przestrzeń, w której się zamykałam kiedy nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Z tym, że wydawało mi się, że ona dawała mi poczucie sukcesu, a tak naprawdę po mału zabierała mi wszystko. Z każdej sfery mojego życia. Dzień po dniu, a potem miesiąc po miesiącu. Z kolei one zamieniły się w lata. Długie lata przepełnione autodestrukcyjnymi nawykami. Uzależniającymi używkami splątanymi iluzją, która w pewnym momencie się ulotniła. Zamieniła się w bezdenną otchłań bólu i paniki. Strachu przed śmiercią, który dał początek decyzji.. 
Psychiczne rany są bardzo świeże. Właśnie wspominałam siebie sprzed półtora miesiąca. Czasu decyzji w obliczu śmierci. Nie sposób zapomnieć momentu kiedy lekarz ci mówi, że w każdym momencie może się stać tragedia.. Sama wątpiłam w to czy strach mnie na tyle nie sparaliżuje, że się poddam. Nie zrobiłam tego i jestem z siebie dumna, że rozpoczęłam walkę. Piszę teraz jako osoba w pełni świadoma wykonanej przez siebie pracy. Zrobiłam to dzięki swojej woli walki, swojemu samozaparciu i swojej sile. Dla mnie realnym tego wynikiem są liczby, które zmieniają się, ale nie przychodzą wśród radosnych okrzyków, są wręcz okupione bólem i potokiem łez.. Co nie zmienia faktu, że to życie, które mogłam stracić w mgnieniu oka. Dalej mogę.. Nie chcę osiadać na laurach i pławić się w samozachwycie. Mając na uwadze fakt, że moje badania u endokrynologa nie są zbyt dobre. Tylko przywracanie organizmu do stanu równowagi jest w stanie sprawić, że odzyskam zdrowie. Niemniej jednak konfrontacja z faktami wynikającymi ze świadomości tych cyferek jest dla mnie niewyobrażalnie bolesna. Wypieram chęć poznawania ich dogłębnie. Dlaczego nie motywuje mnie to do dalszej walki..? Przecież odżywiając się pokonuję anoreksję.. Tego chciałam i tego wciąż pragnę. To jest ta decyzja, którą odwlekałam latami. Wiem, że sama robiłabym na pół gwizdka, bo mój umysł płata mi figle nieustannie powtarzając „Już starczy. Stop! Po co się dalej męczyć”. Czynię na przekór, bo każda minuta jest znacząca. Przekonuje mnie to, że już zbyt wiele czasu spędziłam na dążeniu do ideału, którego nigdy sobie nie ustaliłam. Jak można nazwać celem najmniejszą, najlżejszą postać w lustrze, która w moim odczuciu zawsze była „za duża”. Nie widziałam różnicy między mną z wagą z dwójką z przodu, a wagą z trójką z przodu. Do czwórki nawet nie dopuściłam. Nadałam wartość rzeczom, które w ostatecznym rozrachunku nie stanowią żadnego znaczenia. I tego się muszę trzymać.. Można wierzyć lub nie, ale nigdy nie czułam się bardziej smutna, samotna, beznadziejna, za duża (!) niż w momencie kiedy „osiągnęłam” najniższe bmi w życiu (w okolicach dziesięciu).. a byłam przekonana, że to jest to co daje mi takie szczęście.. Ten karykaturalny wygląd pielęgnowany przez lata. Okupiony nieustanną restrykcją żywieniową. Próbuję teraz każdego dnia znaleźć tą ekstremalną adrenalinę jaką dawała mi głodowa ekstaza skutkująca coraz mniejszym, coraz bardziej wychudzonym ciałem. To proces, którego nie przyspieszę.. Jest on wykańczający, ale dający mi siłę, której nigdy wcześniej nie poczułam. To ta energia, która daje mi wiarę w siebie. Poczucie, że mogę zrobić wszystko o czym sobie zamarzę. Tylko w momencie kiedy pokonam wewnętrzne demony i wejdę na drogę życia bez anoreksji. Bez jej jakichkolwiek odłamów czy cieni..

sobota, 4 listopada 2017

Autorska kampania profilaktyczno-edukacyjna z zakresu ED

Opracowania przeze mnie kampania profilaktyczno-edukacyjna z zakresu szerzenia świadomości na temat zaburzeń odżywiania w mediach społecznościowych tj. Facebook, Instagram, YouTube, Twitter.

Cel kampanii 

Uświadomienie, że: 
  • do psychodietetyka zgłaszają się nie tylko zdrowe psychicznie osoby chcące rozpocząć zdrowo się odżywiać lub zmienić swoją masę ciała, ale także ludzie borykający się z zaburzeniami odżywiania jak np. anoreksja
  • proces rozpoczęcia wychodzenia z anoreksji wymaga podjęcia świadomej decyzji „chcę doprowadzić swoje ciało do harmonii, do normalnego zdrowego stanu”
  • wyjście z choroby wymaga współpracy z psychodietetykiem, lekarzem psychiatrą i psychoterapeutą. Psychodietetyk nie może współpracować z pacjentem, który nie jest w terapii, ponieważ psychodietetyk nie jest osobą posiadająca odpowiednich umiejętności, wykształcenia i uprawnienia do prowadzenia psychoterapii, a ta jest niezbędna podczas wychodzenia z anoreksji
  • doprowadzenie do prawidłowej masy ciała nie jest równoznaczne z wyjściem z choroby. Osoby cierpiące na anoreksję potrzebują długotrwałej współpracy ze specjalistami m.in. z psychodietetykiem w celu uniknięcia nawrotu choroby. Jest to wskazane przede wszystkim w sytuacji kiedy osoba zgłaszająca się o pomoc choruje długi okres czasu, tzn. ok. 5-10 lat. Nie jest to regułą, natomiast im dłuższy staż choroby tym większe prawdopodobieństwo ponownego pojawienia się objawów chorobowych. Warto być pod stałą kontrolą specjalistów, ponieważ w anoreksji znamienne są „niewinne początki” (np. pomijanie posiłków spowodowanych stresem czy rezygnowanie z określonych grup produktów żywnościowych) kończące się nawrotem zaburzenia. 
Facebook

Trzy posty tygodniowo
Poniedziałek, środa, sobota 

Poniedziałek – motywujący post. Nowy tydzień, nowe szanse, nowe życie. Każdy powód, a szczególnie nowy tydzień (poniedziałek, który jest jego początkiem) jest dobry żeby wstać rano z pozytywnym nastawieniem i powiedzieć sobie: „Dzisiaj jest początek nowego tygodnia. Nieważne co było wczoraj, dzisiaj wstaję z dobrą energią i zrobię wszystko co w mojej mocy żeby było coraz lepiej. Progres to podstawa”. 

Środa – dzień, w którym publikowane będą treści podtrzymujące proces zdrowienia tzn. dlaczego tak ważna jest determinacja, co jest pomocne podczas wychodzenia z choroby. Jednym rodzajem wpisów mogą być zdjęcia pożywienia zawierające w sobie takie składniki odżywcze, które pozytywnie wpływają na nasze zdrowie, samopoczucie, układ nerwowy itd. Za pomocą takiego działania łatwiej jest zmotywować się do jedzenia np. jogurtu naturalnego kiedy wiesz, że dzięki temu m.in. odbudowujesz swoje kości (osoby z anoreksją często mają osteopenię lub osteoporozę). 

Sobota – dzień, w którym będą publikowane treści, które przypominają po co osoba z zaburzeniami odżywiania trwa w postanowieniu powrotu do zdrowia i życia. Próba odnalezienia własnych pasji, hobby, poznawanie nowych ludzi lub odbudowanie znajomości, które się zaniedbało przez chorobę. 

Facebook – Pierwszy post to wstęp, przedstawienie się przez osobę prowadzącą media społecznościowe. Wiarygodne jest prowadzenie kanałów w social media przez osobę, która wyszła z zaburzeń jedzenia lub jest w trakcie leczenia, ponieważ taka osoba najlepiej wie jak dotrzeć do ludzi, którzy mają problem z odżywianiem. Ukazuje problemy, trudności i bariery, które musi pokonać na drodze do wyzdrowienia, która jest pełna chwil zwątpienia i frustracji spowodowanej faktem, iż tego typu zaburzenia posiadają cechy uzależnienia, z którym trudno skończyć. 

Zatem wstęp prezentuje się następująco: 

Do gabinetu psychodietetyka oprócz osób chcących zacząć zdrowo się odżywiać lub w racjonalny sposób zmienić swoją masę ciała zgłaszają się również osoby borykające się z zaburzeniami odżywiania tj. anoreksja. 

Jestem osobą chorującą na anoreksje od 2007 roku. Muszę przyznać, że pomimo szczerych chęci wszelkie próby uwolnienia się od obsesji niejedzenia kończyły się niepowodzeniem. Zawsze w pewnym momencie wracałam do wypracowanych mechanizmów „radzenia sobie” z problemami tzn. mówiąc wprost - do skrajnego głodowania. Zaburzenia odżywiania, nie tylko anoreksja, wszelkie inne jej odmiany czy też skrajności w drugą stronę charakteryzują się tym, że jedzenie stanowi pewną formę regulacji emocji. W przypadku anoreksji – ucieka się w głodówki, w przypadku problemu otyłości – ucieka się w zajadanie różnego rodzaju emocji czy też stresu. 

Chciałam i chcę wyzdrowieć pod opieką specjalistów, ponieważ po tak długim okresie choroby wiem, że sama sobie nie poradzę. Nie uważam tego za objaw słabości, wręcz przeciwnie. W związku z tym chciałabym już na początku zaapelować do wszystkich, którzy podejrzewają u siebie problem z jedzeniem aby nie wstydzili się tego tak poważnego problemu okrytego tabu. Po to są specjaliści, poradnie i gabinety psychodietetyków aby z nich korzystać. 

Po pomoc zgłosiłam się w stanie skrajnego niedożywienia (które tak naprawdę klasyfikowało się do odżywiania przez sondę pokarmowa) i świadomie rozpoczęłam walkę z chorobą, która wymknęła mi się spod kontroli. Wiedziałam, że niestety nie mogę sobie ufać, bo anoreksja za mocno zakorzeniła się w moim umyśle. W związku z tym, że moje próby wyjścia z choroby na własną rękę zawsze kończyły się nawrotami, a każdy kolejny był coraz bardziej zagrażający życiu jako osoba posiadająca sporą świadomość powagi sytuacji i śmiertelnego niebezpieczeństwa wynikającego ze skrajnego niedożywienia postanowiłam skorzystać z pomocy specjalistów m.in psychodietetyka i coacha ICI - Pani X z X-Centrum Kontroli Wagi. 

Niemniej jednak chciałabym zaznaczyć, iż fakt, że ja rozpoczęłam prawdziwą walkę z chorobą w momencie gdy mój wskaźnik masy ciała spadł do 10 BMI nie oznacza, że ktoś posiadający normalną masę ciała powinien czekać na „odpowiedni moment”, bo przecież „w sumie to nie jest aż tak ze mną źle” lub „nie jestem aż tak chudy/a”. 

Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że ten moment nigdy nie nadejdzie, bo tym m.in charakteryzuje się anoreksja. Nigdy nie jesteś wystarczająco chory/a czy wystarczająco chudy/a. Zawsze znajdziesz niezliczoną ilość wymówek aby nie rozpocząć leczenia. Sama za długo zwlekałam i bardzo tego żałuję. Mimo wszystko myślę, że tak musiało się stać. Musiałam otrzeć się o śmierć żeby zdać sobie sprawę, że to jest ten moment, że drugiej szansy mogę już nie dożyć. Wiem, że wszystko w moich rękach i wierzę, że z pomocą poradzę sobie z chorobą. 

Zdaję sobie sprawę z tego, że nikt za mnie nie wykona tej pracy. Najważniejsza jest decyzja i chęć otrzymania pomocy. Niestety najczęściej jest tak, że osoby chore na anoreksję same nie chcą się leczyć. Są do tego przymuszane (drogą sądową umieszczone w szpitalu) lub dzieje się to w momencie niezależnym od nich tj. w sytuacji gdy zemdleją na ulicy i zabierze je karetka pogotowia. Należy zdać sobie sprawę z tego, że w anoreksji w każdym momencie może dojść do tragedii wynikającej ze skrajnego niedożywienia tj. niewydolność wielonarządowa. Zdaję sobie sprawę z tego, że z tak długim stażem chorowania sukcesywne wyleczenie anoreksji jest możliwe przy pomocy specjalistów składających się z lekarza psychiatry, psychoterapeuty oraz psychodietetyka. Próba wyjścia z anoreksji na własną rękę najczęściej kończy się np. „przerwaniem leczenia w połowie”. Mówię o tym, bo sama to przerabiałam podejmując próbę wyjścia z choroby, „samouzdrowienia”. Za jednym z przykładów mogę uznać etap, podczas którego wystraszyłam się tego, że moje ciało zaczyna się gwałtownie zmieniać pod wpływem racjonalnego odżywiania się. Występowało zatrzymanie się wody w organizmie, puchnięcie i wiele innych objawów dochodzenia do zdrowia mojego wychudzonego ciała. Istnieje wiele symptomów, które wskazują na to, że po mału wychodzi się z choroby. Warto o tym rozmawiać i uświadamiać samą siebie i ludzi wokół ze stopnia skomplikowania tego zaburzenia. 

Wiara w to, że „dam radę, chce być w końcu zdrowa” jest bardzo ważna i bardzo pomocne na początku drogi, ale najczęściej nie jest wystarczająca w dalszych etapach, ponieważ anoreksję charakteryzują silne mechanizmy działające jak uzależnienie. Uzależnienie od niejedzenia, wypracowanych schematów działania, rygorów, nakazów i zakazów, które bardzo trudno zmienić, ponieważ to one przez lata stanowiły formę obronną przed rozmaitymi trudnościami życia codziennego. Dlatego właśnie tak ważna jest współpraca osoby chorej na anoreksję z psychoterapeutą, który pomoże wypracować nowe, zdrowe mechanizmy radzenia sobie z problemami. Psychodietetyk natomiast pomoże uporządkować sferę odżywiania. Dzięki profesjonalnej pomocy wyjście z anoreksji będzie prowadzone powoli, w tempie dostosowanym do chorego. Zbyt gwałtowne działania oprócz somatycznych powikłań mogą spowodować przerodzenie się anoreksji w inne zaburzenie odżywiania. Dlatego aby tego uniknąć i doprowadzić ciało do harmonii tak ważna jest pomocy specjalisty psychodietetyka. 

Wychodzenie z anoreksji to długi proces, o którym będę mówić aby oswoić się i zaakceptować zmiany jakie zachodzą i będą zachodzić w moim ciele. Tym samym chciałabym pomóc wszystkim, którzy przechodzą przez ten sam trudny, żmudny i okupiony wieloma łzami proces. Nie bójmy się do tego przyznać! Wychodzenie ze swoich stref komfortu, do których należą wszelkie uzależnienia wymaga ogromnej determinacji i ducha walki. 

Jednakże jeszcze raz chciałabym zaznaczyć, że pierwszym, myślę, że jednym z najważniejszych kroków ku wyjściu z choroby jest świadoma decyzja, współpraca ze specjalistami i konsekwencja w działaniu. To doprowadzi do odbudowy ciała i duszy. Dzięki kontroli specjalisty z zewnątrz wytrwanie w postanowieniu wyjścia z choroby stanie się jak najbardziej wykonalne. 

Instagram 

W poniedziałek, środę i sobotę będą publikowane te treści co na Facebooku tylko w formie obrazków. Proponuję pisać odręcznie lub zrobić kolaż ze zdjęć, (obie formy na zwykłej, białej kartce papieru) następnie wykonać zdjęcie i wstawić na Instagram. To dość innowacyjny pomysł, bo jednak większość obrazków wrzucanych na tą platformę jest komputerowych, wykonanych w programach graficznych, natomiast często są to po prostu powielane obrazki znalezione w Internecie. 

YouTube 

Nagrywanie ok. 15 minutowych video i zamieszczanie ich na platformie 

Tematy: 

  • Czy anorektyczka może współpracować z psychodietetyczką nie będąc pod opieką psychiatry i psychoterapeuty?
  • Jak często psychodietetyk powinien prosić osobę chorą na anoreksję o wykonanie badań kontrolnych tj. badanie morfologiczne krwi, badanie tarczycy i serca oraz gęstości kości?
  • Na jakim etapie choroby zgłaszają się do Pani osoby borykające się z anoreksją?
  • Czy uważa Pani, że każdego da się wyleczyć dzięki odpowiedniej motywacji i diecie?
  • Dlaczego tak ważna jest kontrola masy ciała przy wychodzeniu z anoreksji?
  • Czy jeśli osoba borykająca się z anoreksją nie chce znać swojej masy ciała podczas kontroli wagi to czy jest potrzeba, aby znała dokładną liczbę? Czy wystarczy tylko znajomość tej liczby osoby, która dokonuje pomiaru (specjalisty np. psychodietetyka)?
  • Czy ważna jest konfrontacja ze swoją masą ciała osoby wychodzącej z anoreksji w sytuacji kiedy przyrost wagi potęguje lęk przed jedzeniem i może w konsekwencji spowodować regres lub zastój w procesie zdrowienia?
  • Czy jeśli osoba chora na anoreksję udaje się do psychodietetyka to zajmuje się z nim tylko kwestią somatyczną (tj. omawia analizę składu ciała i daje zalecenia dietetyczne)? Gdzie należy postawić granicę?
  • Jakimi kwestiami zajmuje się psychodietetyk a jakimi psychoterapeuta współpracujący z anorektyczką?
  • Jak często powinno się kontrolować wagę wychodząc z anoreksji? Twitter W związku z tym, że wpisy umieszczanie na Twitterze muszą się zmieścić w limicie 280 znaków (takie ograniczenie nakłada ten serwis) warto w nich ograniczyć się do wklejenia adresu URL do filmiku na YouTube oraz krótkiego opisu czego on dotyczy. Nie ma sensu się rozpisywać (nie ma nawet na to miejsca). Lepiej po prostu kliknąć w link i obejrzeć materiał traktujący na dane zagadnienie z zakresu zaburzeń odżywiania.
Twitter

W związku z tym, że wpisy umieszczanie na platformie mikroblogowej Twitter muszą zmieścić się w limicie 280 znaków (takie ograniczenie nakłada ten serwis) warto zamieścić jedynie adres URL do filmiku na YouTube oraz krótkiego opisu czego on dotyczy. Nie ma sensu się rozpisywać (nawet nie ma na to miejsca). Lepiej po prostu kliknąć w link i obejrzeć materiał podejmujący dane zagadnienie z zakresu zaburzeń odżywiania.