środa, 2 maja 2018

Demony ucieknijcie na urlop...

Moje demony, które by tak uciekły na urlop.. A może by je tak wysłać na urlop bezterminowy? Ucieknijcie na inny biegun.. Gdyby tylko to tak funkcjonowało.. Nie chcę troszczyć się o ich wygodę i pielęgnować pasożyty, które jedynie wysysają (wysysały?) moją indywidualność, charakter i wszystko co we mnie najlepsze. Oczywiście nie dając nic w zamian, bo taka ich natura, którą nie sposób zmodyfikować ani nakłonić do choćby najmniejszej ugody czy porozumienia. To monolog głuchy na jakąkolwiek reakcję czy próbę negocjacji.

To, co dane mi było przeżyć przez ostatnie tygodnie warte jest więcej niż poświęcenie wszystkiego w imię osiągnięcia statusu, którego nie sposób zdobyć. Warte tego cierpienia, przez które przeszłam i przez które tak naprawdę wciąż przechodzę.. Brzmi enigmatycznie, chaotycznie, absurdalnie? Takie jest i takie będzie. To nie ulega wątpliwości. Problemy ewoluują, a ja zmieniam się wraz z nimi. Przez niesamowicie długi czas uparcie i desperacko dążyłam do pewnego punktu, który się rozmazywał. Każdego dnia był coraz bardziej niewyraźny i oczekiwał ode mnie przekraczania kolejnych granic ludzkich możliwości. Wymuszał na mnie aby utrzymywać śmiertelny i niebezpieczny balans. Na granicy życia i śmierci. I to nie górnolotne wyolbrzymienia. Wyniki, badania, mój ówczesny stan psychofizyczny nie mógł być ukrywany w nieskończoność. Gołym okiem było widać błyskawiczny postęp wstrętnego i bezwzględnego widma.. śmierci. Tym bardziej doceniam to jak silna się stałam mając w głowie te wszystkie marzenia, które się spełniają gdy tylko pozwoliłam sobie zamienić słowa w czyny. Tak jest! Piękne słowa "wyjścia ze strefy komfortu" czy "zamiast tylko pisać i rozmyślać - działaj" są tym co mogę z ręką na sercu polecić każdemu. Nie tylko komuś kto boryka się z takim a nie innym problemem. Bez względu na to czy walczysz z samym sobą na płaszczyźnie odżywiania czy w sferze uzależnienia od substancji psychoaktywnych, używek wszelkiego rodzaju czy z problemami typowymi dla określonego wieku. Nic się samo nie wydarzy dopóki nie dasz sobie szansy i nie zaczniesz działać. Do momentu, w którym nie zrozumiesz, że tylko przekraczając każdego dnia inne granice strachu i niepewności jesteś w stanie wzbić się wyżej, zobaczyć więcej, przeżyć coś o czym nawet nie marzyłeś/aś. "The Magic Happens When You Step Out Of Your Comfort Zone" to tak bardzo Ja :) To tak bardzo Ty! I każda żywa istota. Uwielbiam pisać tak tajemniczo, intrygująco, tak, że niejasność moich doświadczeń sprawia, że możesz odnieść to do siebie i do swojej sytuacji. Pragnę sięgać po więcej i robić więcej. Nie chcę żeby cokolwiek mnie stopowało. Chcę dawać sobie szanse, próbować i nie mówić, że "nie da się". Skoro pokonuję tak silne uzależnienie od ciebie, ty przeklęta anoreksjo, to jestem w stanie zrobić wszystko o czym zapragnę. Zaczynając od tak przyziemnych? typowych? znanych? przeżyć jakimi są koncerty. Od dawna bowiem słuchałam, szanowałam i podziwiałam twórczość zarówno Taco Hemingway jak i Quebonafide. Kiedy dowiedziałam się, że postanowili połączyć razem swe siły, nagrać wspólnie album a całą muzyczną współpracę nazwać wdzięcznie Taconafide to spróbowałam wziąć udział w konkursie, w którym był do wygrania podwójny bilet na ich pierwszy koncert w trasie Taconafide Ekodiesel Tour w Krakowie na Tauron Arenie. Na szczęście są wokół mnie entuzjaści, dobrzy,  pozytywni, zwariowani i otwarci ludzie, których darzę ogromną sympatią. Dzięki temu nie miałam najmniejszego problemu z wyborem towarzystwa na ten koncert (i kolejne.. ale o tym za chwilę). Wszystko co działo się przed, podczas i po koncercie sprawiło, że moja chęć do życia wzrosła o nieskończoną ilość jednostek euforii w górę. Występ samych wyżej wymienionych artystów należy do przeżyć, które będę wspominać z ogromnym uśmiechem na ustach. Wyskakałam, wykrzykałam i wybawiłam się do granic możliwości. (Co nie znaczy rzecz jasna, że to koniec tego typu ekscesów.. :D) Ta kolaboracja to strzał w dziesiątkę, a fanbase na koncercie (koncertach..) wbrew pozorom nie oscylował tylko w wieku gimnazjalnym i nie był skierowany dla przewrażliwionej i zbytnio egzaltowanej młodzieży, która jara się ekscentrycznym wyglądem Quebo i ironicznymi, naładowanymi metaforami i sarkazmem historii Taco z jego poprzednich albumów. Co więcej, mam wrażenie, że najwięcej do powiedzenia mają osoby, które koncert widziały na krótkim fragmencie w Insta Stories lub na Snapchacie :) Norma. Nie mam zamiaru się spinać, walczyć z tym bądź tłumaczyć, że żaden filmik czy foto nie jest w stanie się nawet zbliżyć do energii i emocji, które spływają na uczestnika wydarzenia. Pomimo tego, że jako się rzekło, był tym pierwszym, rozpalił moją koncertową duszę do tego stopnia, że chciałam (zapragnęłam wręcz) móc przeżyć to raz jeszcze i.. jeszcze! Brałam udział we wszystkich konkursach, jakie tylko mogłam znaleźć. Głównie polegały na kreatywności pisarskiej (w dłuższej i krótszej formie) w zakresie odpowiedzi na pytania. Wykazałam się swoją wybujałą wyobraźnią i niezmiernie wierzyłam w to, że mi się uda.. Korzystałam ze wszelkich mechanizmów przyciągania pozytywnej energii :D Tak, "Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat działa potajemnie, by udało ci się to osiągnąć". Można z tego kpić, uznać to za brednie czy też wmawiać sobie, że "udaje się każdemu tylko nie mi". Jasne, wymówka znajdzie się na wszystko. Ja odkąd przestałam się nad sobą użalać, a zaczęłam działać - tak po prostu to wszystko zaczęło się układać. Tym samym wygrałam kolejne bilety na trasę Taconafide :) Do Gdańska na Ergo Arenę oraz do Łodzi na Atlas Arenę! Każdy był wyjątkowy. Nie dość, że lokalizacja robiła swoje plus sam fakt, że ludzie także sprawiają, że co koncert to inny wachlarz zdarzeń, wiadomo! Towarzystwo i nocleg ogarnęło się na bieżąco. Żaden problem :) Dziękuję Wam wszystkim.. Przyjaciele i znajomi to potęga! Nie wzbraniajmy się przed tym! Ten cudowny chichot losu pomaga w wierze o lepsze jutro :D oraz w to, że "The Best Is Yet To Come". Rewelacyjnie podnosi samoocenę i pomaga każdego następnego, zwykłego dnia, które zazwyczaj nie jest tak pozytywne i przesycone brzmieniem rozentuzjazmowanego tłumu, rzecz jasna. "Never, ever give up" :) Ja nie mogę? Chcę, staram się, pracuję to mogę wszystko.       

PS: Podkreślę to, że kluczowy w tym kruchym procesie zdrowienia jest kontakt z ludźmi nie związanymi ze sferą ED. Kiedy w ubiegłym tygodniu Ania Kęska odniosła się do tej kwestii na swoim insta stories @aniamaluje od razu wyraziłam swoje stanowisko w tej sprawie, bo mam sporo do powiedzenia na ten temat. Jestem autentyczna w tym co mówię i czuję się realnym głosem w tej kwestii...

Klik aby powiększyć

Treść komentarza:

Odniosę się do tematu, który poruszyłaś na insta stories w kwestii prowadzenia na IG konta "pro ED recovery" wychodząc z anoreksji. Prowadzenie takiego konta to jest pogłębianie się zaburzenia.. Nie tędy droga. Anoreksja to bardzo "competitive illness" nawet jeśli ma się dobre intencje (czyli chce się wyzdrowieć). To próba zwrócenia na siebie uwagi. To jest bezsilność wobec choroby. Wpisując w opisie na IG "ilość razy kiedy się wylądowało w szpitalu" (tak jak wspomniałaś na stories) czy "jak niskie bmi się osiągnęło" czy też "jak szybko się wróciło do zdrowej wagi" itd. to rozpaczliwa próba wołania o pomoc i atencję. Takie porównywanie tego ile się zjadło, ile się schudło czy przytyło jest bardzo szkodliwe i nie prowadzi do powrotu do zdrowia. Pomimo tego, że te anglojęzyczne konta najczęściej są okraszone szokującymi foto "przed i po chorobie" w ramach potwierdzenia tego jak bardzo było się (lub jest) chorym to tak naprawdę nie o te kilogramy tutaj chodzi.. Można mieć anoreksję mając już wagę w granicach normy. Wyjście z zaburzeń odżywiania polega nie tylko na tym aby nauczyć się traktować jedzenie jak jedzenie, energię, paliwo do codziennego życia, a nie jak cel istnienia (bo i tak rzeczywistość takiej osoby na drodze do wyzdrowienia jest nieustannie skoncentrowana wokół odżywiania), ale także (albo przede wszystkim!) na tym aby nauczyć się ŻYĆ. W każdym tego słowa znaczeniu. ŻYĆ, a nie skrywać ciągle za jedzeniem, wyglądem, wagą. Osoby po ED czy wychodzące z ED, próbujące żyć bez swojej choroby potrzebują pasji, zainteresowania, zajęcia, które jednak nie jest związane z jedzeniem.. (Tak uważam, pomimo tego, że często słyszy się o anorektyczkach, które po wyjściu z choroby zostały dietetyczkami albo trenerkami personalnymi. Jasne, lepsze to niż autodestrukcyjne zachowania, głodówki czy przeczyszczanie się, ale to ciągle inna odmiana ED, jakby transformacja ED). Co do prowadzenia profilu IG w moim wykonaniu, z autopsji, to tak, ja także chciałam poniekąd w ten sposób wyzdrowieć, pokazywać swoje postępy (będąc równocześnie pod opieką specjalistów, co ważne)

Wpisałam najniższą wagę, wrzuciłam zdj z najgorszego okresu choroby. (dziesięć bmi, waga "z dwójką z przodu"...) Pisałam po angielsku, bo przecież to zwiększy szansę na dotarcie do większej ilości osób.. Byłam przekonana, że to mi pomoże. Nie tylko w wyzdrowieniu, ale także w odnalezieniu.. bratnich dusz? które zrozumieją przez co przechodzę? Ostatni nawrót choroby o mało co nie skończył się dla mnie tragicznie. Wywrócił moje życie do góry nogami. Ten profil jest dla mnie takim symbolem(?) upadku(?) Nie usunę go, bo mimo wszystko jest pewną przestrogą dla mnie (i niech będzie także dla innych), a także przełamaniem tabu. Czasem, w którym pierwszy raz głośno przyznałam się, że mam ED i że to jest choroba, a nie fanaberia. Oczywiście ostatecznie najlepszym sposobem na wychodzenie z anoreksji było odcięcie się od tego środowiska i spędzanie czasu z normalnymi ludźmi w realu, którzy nie są związani z ED. Szczerze polecam to każdemu kto boryka się z zaburzeniami jedzenia. Dzięki @aniamaluje za te i inne stories. Zawsze mnie skłaniają do mniejszych lub większych refleksji. Lubię Twoje odważne wyrażanie własnego zdania. Szanuję i pozdrawiam!


Edit 01.10.18

Czuję wewnętrzną potrzebę ponownej konfrontacji z.. opublikowaniem prawdy. Nie robię tego w nowym poście, bo tytuł jest bardzo adekwatny aczkolwiek tym razem w innym wymiarze.. Czułam, że wygrywam życie, że ponadprzeciętnie pokonuję moją chroniczną anoreksję. Wielkie sukcesy powodują drastyczne upadki, nawroty. Na ogromną skalę.. Ostatni czas był trudny. Wszystko, kolejno, sukcesywnie przypominało mi te chwile agonii, które przeżywałam przed ostateczną konfrontacją ze swoim stanem zdrowia, która miała miejsce ubiegłego października.. Zostanie samej sobie, ściśnięty do granic możliwości żołądek, kompletne owładnięcie demonami. Skutki błyskawiczne. Konsekwencje nieuniknione.. Po trosze przyczynił się do tego mój udział w Przeglądzie Przedstawień Istotnych (jak przed roku, w poprzedniej edycji) "Przez dotyk" Rodzina +/_ w teatrze.. Byłam na wszystkich ośmiu spektaklach, które pomimo tego, że dotyczyły tego samego były powiązane nicią ojcostwa. Tato nie wraca, Tato ma kota, Poczytaj mi tato.. Tato (!) Tęsknię..

Wakacje w moim wydaniu generalnie rządzą się swoimi prawami. Dają pole do popisu restrykcjom.. a ja udając, że ignoruję jej kolejne ataki tak naprawdę poddawałam się jej. Kroczek po kroczku. Jak to zawsze bywało przez te wszystkie lata przeplatane remisją i nawrotami. Wróciłam na studia, bo nie widzę innej opcji. Rezygnowanie z nich na piątym roku..? To nie wchodzi w grę.. Przecież mam ambicję by je skończyć. Pamiętam jak rok temu owładnięta szeroką gamą lęków załatwiałam formalności dot.zdrowotnej przerwy.. Tak, weszłam też wczoraj na wagę, od tyłu, blind weight like I used to do.. Unikałam jej odkąd skończyłam/przerwałam leczenie w kwietniu. Czułam, że kontrola z zewnątrz  musi być, dlatego stanęłam i.. (mi zawsze wydaje się, że jest wszystko w porządku dlatego nawet nie sugerowałam się swoimi przeczuciami, że nie jest tragicznie) było całkiem na odwrót. Deja vu.. Znów przepaść i przerażająco niska liczba. Awantura i stracenie wiary ze strony najbliższej mi osoby.. Może jak będę zdana tylko na siebie odbiję się od dna i najgłębszego koszmaru tego demona..?! Ja nie tracę wiary. Nawet wtedy kiedy sytuacja wydawała się beznadziejna, kiedy byłam na granicy życia i śmierci to ja.. widziałam to światełko, tą wiarę, że JA dam radę, bo zbyt wiele chcę jeszcze przeżyć.. Szkoda, że najbliżsi mają mnie za oszustkę, która mówiła, że daje radę z.. odżywianiem się. Ja naprawdę byłam o tym przekonana. Wychodzi na to, że przez ten ostatni czas ta pozorna siła i pokonywanie mojego wewnętrznego demona autodestrukcji było złudzeniem. Jednym wielkim kłamstwem. Tylko teraz uciekałam w inne rozpraszacze. Pozornie nowo odnalezione pasje. Obsesje obserwacji pewnych zjawisk. Analiz pewnych sytuacji i zachowań. Zajmowanie się kwestiami dla mojej egzystencji nieistotnymi. Obudź się, Anka z tego haju, bo może się okazać, że znów tylko Ci się wydaje. Nie wkręcaj sobie iluzji kontroli..

Od razu przypominam sobie Mac Millera, który przyznał: I hate being sober. Tak, in my case - I hate not being on hunger highMac claims that overdosing is 'just not cool' tym samym umierając w wyniku przedawkowania narkotyków.. Tak podstępne i ironiczne są uzależnienia.. W przypadku anoreksji trafnie to opisuje newscientist w artykule Starving is like ecstasy use for anorexia sufferers..

"W tym domu nie ma miejsca na anoreksję (...)" "Nie, przecież ja sobie radzę, poradziłam sobie już, w zasadzie to już mnie nie dotyczy, nie? Odcinam się, robię swoje, ale za chwilkę znów wracam, bo muszę.. Tak na moment tylko, przecież to piekło mam już za sobą.." Oczywiście. Chwila nieuwagi.. Tak bardzo słowa to jedno a czyny to drugie..

piątek, 29 grudnia 2017

Przewrotność, na którą (nie) mam wpływ(u)

Próbując odbudować swoje życie na nowo wiedziałam, że ten proces nie będzie linearny. Oczywiście, że byłam przygotowana na sinusoidalny przebieg sytuacji. Tak, mając coś w głowie, wiedząc coś teoretycznie, a zastosowanie tego w praktyce to drugie. Czuję gdzieś podświadomie ciążącą na mnie presję. Ciągłe oczekiwania jednej bądź drugiej osoby z zewnątrz. Być może to tylko moje przeczucia spowodowane narzuceniem przez samą siebie perfekcyjnego tępa zdrowienia.. Przez ostatni tydzień, dwa, miałam kryzys. Nie będę się rozdrabniać jak to odbiło się na mojej somatyce, ale przez moją głowę przebijały się nieustannie myśli krążące wokół decyzji zaniechania. Pójścia na ustępstwo. Pomimo tego udałam się, jak co tydzień do Pani Ady.. Wydarzyło się coś czego w życiu bym się nie spodziewała. Dane mi było porozmawiać z dziewczyną i jej rodziną, która wyszła ze szpitala spod sondy. Zostałam poproszona o słowa wsparcia z pozycji osoby, która sama po dziesięciu latach zgłosiła się po pomoc. Ze strachu. Ze świadomości, że przychodzi taki moment kiedy przyznajesz się przed samą sobą, że jednak ten magiczny dzień kiedy "będziesz gotowa" zacząć sama jeść chorując na anoreksję nie nadejdzie. Bez pomocy kogoś z zewnątrz, specjalisty nie ma opcji żeby bezpiecznie uwolnić się z obsesji głodowania. Bez ogródek rzecz ujmując. Myślę, że powiedziałam wszystko co sama chciałabym usłyszeć będąc w wieku tej dziewczyny. Szczerze wątpię (przepraszam Cię jeśli to jakimś cudem przeczytasz), że to do Ciebie dotarło, bo wiem po sobie, że na pewnym etapie choroby nic do Ciebie dociera.. Nawet jeśli jesteś somatycznie podleczona. Tak naprawdę wychodząc ze szpitala wiele, wiele lat temu staczałam się po mału. Znowu. Tylko ja nie miałam takiej pomocy po wyjściu z niego jaki Ty masz, droga koleżanko. Jeśli tylko zaufasz Pani Adzie będzie dobrze. Sama Ci to powtarzałam dlatego sama muszę (chcę?) stosować się do rad, które Ona mi udziela na moim etapie zdrowienia. Pisząc to myślę sobie "ale się wkopałam.. Co z moimi planami ucieczki..?" Nie będę ukrywać, że z uśmiechem na ustach próbuję wykonać recovery plan modyfikowany na bieżąco. Za długo zakorzeniałam sobie pewne schematy. Tym samym powinnam zdać sobie sprawę z tego, że wyprostowanie tego i samodzielne doprowadzenie ciała do harmonii także zajmie niemało czasu. Pamiętam jak parę miesięcy temu jednym z moich celów wychodzenia na prostą była chęć pomocy innym w przyszłości. Teraz, im dłużej się nad tym zastanawiam chyba dochodzę do wniosku, że jednak to kwestia, która wymaga głębszych rozważań. Może (raczej na pewno) nie jestem na odpowiednim etapie żeby brać takie opcje na poważnie. Jestem tak rozchwiana emocjonalnie, że próba podjęcia racjonalnych decyzji skończy się fiaskiem. Nie oszukujmy się, pomimo szczerych chęci pomocy przez jedną anorektyczkę drugiej anorektyczce zawsze to się skończy nakręcaniem się i "karmieniem choroby" przewrotnie rzecz ujmując. Dlaczego? Bo tu nie chodzi o jedzenie. To jak relacja jednego uzależnionego do drugiego. W pewnym momencie coś pęknie i jedna drugą będzie chciała ściągnąć na dół. Skąd u mnie ta pewność? Doświadczenie. Autopsja. Chociażby z ostatniego miesiąca. Cudownie zapowiadająca się przyjaźń skończyła się zanim się tak naprawdę zaczęła przez anorektyczną zazdrość. Zawiść.  Podłość? Nie chcę wnikać. Już nie. Polecam odcięcie się od wszelkich zaburzonych edkowiczek. Jedna od drugiej. Skierowanie się ku zdrowym ludziom. Tym, którzy byli z Tobą kiedy nie wkroczyło się w piekło edkowej obsesji. Albo poznanie całkiem nowych. To najlepsza opcja i ku tej będę dążyć w przyszłości. Ileż to ludzi do poznania! Jest tyle dziedzin i tematów, które nie są związane z kwestią odżywiania.. :)   

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Zakotwiczenie w ramach

Im dłużej zastanawiałam się jak ująć w słowa ostatnie zdarzenia tym bardziej się waham czy świadoma publikacja moich wciąż cicho skrywanych marzeń przyniesie więcej dobrego niż złego. Od lat jak mantrę powtarzałam sobie, że kiedy wypędzę tego demona autodestrukcji z mojej głowy, który każe mi się głodzić znajdę sposób na to aby swój ból i swoistą drogę przez mękę wykorzystać w pozytywny sposób. [Tylko jak miałam być wiarygodna skoro nieustannie wracałam na ścieżkę autodestrukcji..? Skoro tak nienawidziłam i kochałam to równocześnie.. Z jednej strony czułam dumę „jak można tyle lat znosić te katusze i nie popaść w paranoję” (niedożywienie sprawia, że człowiek nie jest sobą. Czy tego chcesz czy nie organizmu nie oszukasz i pomimo tego, że tak bardzo starasz się dopiąć jakąś sprawę do końca, wykonać należycie zadaną pracę nie jesteś w stanie tego zrobić z czysto fizjologicznych kwestii tj.nieustanne poddenerwowanie, irytacja, lęk, strach przed sam nie wiesz czym! Obłęd i piekło na ziemi) a z drugiej strony wiedziałam, że jestem po prostu słabą jednostką poddającą się anoreksji.. Pomimo tej świadomości moje długoletnie zakotwiczenie w manii restrykcji żywieniowych działało jak najlepszy na świecie narkotyk, którego nie chciałam odstawić]. Cóż mam na myśli planując przekuć chorobę w coś.. dobrego? Za wcześnie by o tym mówić i zdradzać szczegóły, ale wiem, że nie chcę popaść w zapomnienie w sferze zaburzeń odżywiania, bo to za bardzo tabularyzowany temat. Nieustannie spychany na margines. Najbardziej wstydliwy i lekceważony, spłycany, niezrozumiany. Wierzę i trwam w postanowieniu odzyskania siebie, odrzucenia płaszczyka anoreksji, który iluzorycznie daje mi poczucie kontroli.. Zabiera wszystko i będę to powtarzać jak mantrę każdemu, kto ślepo wierzy, że nieustanne dążenie do perfekcji „w końcu się opłaci”. Rozczaruję Cię - ten moment nigdy nie nadejdzie. Anoreksja nigdy nie ma dość. Jestem wściekła na tego podłego demona! Przekuję ten gniew w ducha walki. Trwaj. Decyzja, Ania... 

sobota, 11 listopada 2017

Proces niejednostajnie przyspieszony

Decyzja. Ulegasz starym przyzwyczajeniom czy dajesz sobie szansę na spróbowanie czegoś nowego, czegoś być może bardziej satysfakcjonującego? I dla odmiany niedestrukcyjnego? Dla mnie proces wychodzenia z zaburzeń odżywiania to poddawanie siebie próbie. Udowadnianie samej sobie, że jestem w stanie sama przełamywać swoje utarte schematy działania. Spontaniczne wyciągnięcie ręki ku nowemu. Wkraczanie na ścieżki, na które nie dawałam sobie szansy wejść. Próba odpowiedzi na pytanie „co mi dała anoreksja?” W najgłębszych okresach nawrotu odpowiedziałabym, że poczucie kontroli, poczucie, że mam swoją sferę, która zależy tylko i wyłącznie ode mnie. W końcu to ja decyduję czy jem czy nie. Tylko czy tak jest naprawdę.. To nie ja decydowałam przez te wszystkie lata. To coś krzyczało, że nie powinnam, po co jeść skoro coraz większe poczucie lekkości przynosiło mi taką satysfakcję.. Staczałam się w otchłań letargu, zmęczenia, znużenia, rezygnacji, anhedonii.. Poddanie się wyniszczaniu dawało poczucie przynależności do pewnego stanu ducha. Chciałam mieć taką swoją przestrzeń, w której się zamykałam kiedy nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Z tym, że wydawało mi się, że ona dawała mi poczucie sukcesu, a tak naprawdę po mału zabierała mi wszystko. Z każdej sfery mojego życia. Dzień po dniu, a potem miesiąc po miesiącu. Z kolei one zamieniły się w lata. Długie lata przepełnione autodestrukcyjnymi nawykami. Uzależniającymi używkami splątanymi iluzją, która w pewnym momencie się ulotniła. Zamieniła się w bezdenną otchłań bólu i paniki. Strachu przed śmiercią, który dał początek decyzji.. 
Psychiczne rany są bardzo świeże. Właśnie wspominałam siebie sprzed półtora miesiąca. Czasu decyzji w obliczu śmierci. Nie sposób zapomnieć momentu kiedy lekarz ci mówi, że w każdym momencie może się stać tragedia.. Sama wątpiłam w to czy strach mnie na tyle nie sparaliżuje, że się poddam. Nie zrobiłam tego i jestem z siebie dumna, że rozpoczęłam walkę. Piszę teraz jako osoba w pełni świadoma wykonanej przez siebie pracy. Zrobiłam to dzięki swojej woli walki, swojemu samozaparciu i swojej sile. Dla mnie realnym tego wynikiem są liczby, które zmieniają się, ale nie przychodzą wśród radosnych okrzyków, są wręcz okupione bólem i potokiem łez.. Co nie zmienia faktu, że to życie, które mogłam stracić w mgnieniu oka. Dalej mogę.. Nie chcę osiadać na laurach i pławić się w samozachwycie. Mając na uwadze fakt, że moje badania u endokrynologa nie są zbyt dobre. Tylko przywracanie organizmu do stanu równowagi jest w stanie sprawić, że odzyskam zdrowie. Niemniej jednak konfrontacja z faktami wynikającymi ze świadomości tych cyferek jest dla mnie niewyobrażalnie bolesna. Wypieram chęć poznawania ich dogłębnie. Dlaczego nie motywuje mnie to do dalszej walki..? Przecież odżywiając się pokonuję anoreksję.. Tego chciałam i tego wciąż pragnę. To jest ta decyzja, którą odwlekałam latami. Wiem, że sama robiłabym na pół gwizdka, bo mój umysł płata mi figle nieustannie powtarzając „Już starczy. Stop! Po co się dalej męczyć”. Czynię na przekór, bo każda minuta jest znacząca. Przekonuje mnie to, że już zbyt wiele czasu spędziłam na dążeniu do ideału, którego nigdy sobie nie ustaliłam. Jak można nazwać celem najmniejszą, najlżejszą postać w lustrze, która w moim odczuciu zawsze była „za duża”. Nie widziałam różnicy między mną z wagą z dwójką z przodu, a wagą z trójką z przodu. Do czwórki nawet nie dopuściłam. Nadałam wartość rzeczom, które w ostatecznym rozrachunku nie stanowią żadnego znaczenia. I tego się muszę trzymać.. Można wierzyć lub nie, ale nigdy nie czułam się bardziej smutna, samotna, beznadziejna, za duża (!) niż w momencie kiedy „osiągnęłam” najniższe bmi w życiu (w okolicach dziesięciu).. a byłam przekonana, że to jest to co daje mi takie szczęście.. Ten karykaturalny wygląd pielęgnowany przez lata. Okupiony nieustanną restrykcją żywieniową. Próbuję teraz każdego dnia znaleźć tą ekstremalną adrenalinę jaką dawała mi głodowa ekstaza skutkująca coraz mniejszym, coraz bardziej wychudzonym ciałem. To proces, którego nie przyspieszę.. Jest on wykańczający, ale dający mi siłę, której nigdy wcześniej nie poczułam. To ta energia, która daje mi wiarę w siebie. Poczucie, że mogę zrobić wszystko o czym sobie zamarzę. Tylko w momencie kiedy pokonam wewnętrzne demony i wejdę na drogę życia bez anoreksji. Bez jej jakichkolwiek odłamów czy cieni..

piątek, 3 listopada 2017

Atak znamiennych oszustw

Kiedy próbuję nakreślić obraz borykającej się z zaburzeniami odżywiania osoby to bez zastanowienia przybieram ją w postać zdrajcy, manipulatora, oszusta, krętacza. Bezlitośnie kłamliwego stworzenia kierowanego zabójczym instynktem samozagłady. Nie jestem wyjątkiem. Zaciskałam zęby i przez pierwsze tygodnie leczenia przybrałam maskę wojowniczki. Jak robot przygotowywałam swoje skrzętnie rozpisane paliwo. Potem poczułam się owładnięta rygorem Kogoś z zewnątrz. Pomyślałam - jak to, straciłam jedyny obszar kontroli w swoim życiu? O nie, ja im pokażę.. Zmodyfikuję (czyt.obetnę ilość spożywanych pokarmów) sobie nieco ten jadłospis. Tylko troszkę. Nikt nie zauważy, że jem kilka, czy tam kilkanaście.. ee, kilkadziesiąt łyżek mniej. Jak raz ominę posiłek to przecież nic się nie stanie.. Nie jestem wyjątkiem. Powtarzam po raz kolejny. Trzeba przyznać wprost. Bez ogródek. Anoreksja zrobi wszystko żeby Cię unicestwić. Znów zaczyna od małych kroków. Tak jak na początku. Najpierw jesz zdrowo, potem eliminujesz słodycze, tłuszcze.. Z czasem może przechodzisz  na tzw.czystą miskę albo stosujesz najzdrowszą dietę świata. Hm, a może weganizm? U mnie to zawsze kończyło się na „jak najmniej”. Nieważne co. Najważniejsze żeby moje restrykcje osiągały perfekcję tzn.moje myślenie polegało na schemacie, znów powtórzę: „im mniej tym lepiej”. To była moja filozofia. Pokażę, że da się przeżyć na garstce rodzynek. Egzystencja stłumiona mgłą przeszywającego bólu wszelkich części ciała. Co z tego, ważne, że miałam swój haj.. Ekstaza śmierci. Mój organizm zjadał się dzień po dniu. Zatrzymałam to, bo zapragnęłam poczuć w końcu coś innego. Przestać być nieustannie zmęczoną cierpiętnicą, która odczuwała autodestrukcyjną przyjemność z samotorturowania się. Stało się inaczej niż tego przypuszczałam.. W momencie lepszego samopoczucia zniknęły moja tak intensywne, uwielbiane masochistyczne bóle.  Czułam się lepiej fizycznie.. Psychicznie! Dość, a co z moimi stanami lękowymi, moimi atakami złości,  nieustannym zdenerwowaniem? Poczułam pustkę. Dobrą, przyjemną melancholię. Przyszła konfrontacja z innymi problemami, których przez lat tak bardzo się obawiałam.. Byłam przerażona wizją wzięcia odpowiedzialności za swoje życie, za swoje czyny, za swoje wszech pojęte postępowanie. 

Dostaje szansę i możliwości. Jestem wdzięczna, ale towarzyszy mi nieustanny strach przed nieznanym. Przed odkryciem zdrowej strony mojej osobowości. Z odnalezieniem rzeczywistości niekreowanej przez irracjonalne wizje spełnienia ofiary. Tożsamość męczennika burzy moją spontaniczną stronę. Zdrowe odcienie mojego jestestwa niesplątanego widmem śmierci...

czwartek, 2 listopada 2017

Anglojęzyczne motywacyjno-uświadamiające artykuły

(kliknij na tytuł aby przejść do artykułu. Jeśli link nie działa/wygasł to napisz do mnie na @ to prześlę tekst w wersji pdf)

01. What does someone with eating disorder look like? 
(jenniferrollin.com)


02. 8 things you need to let go of the recover from your eating disorder 
(recoverywarriors.com)


03. Can I maintain long-term recovery from an eating disorder after suffering relapses? (eatingdisorderhope.com)


04. 13 lies about eating disorders that almost stopped me from reaching recovery 
(elitedaily.com/wellness)



05. Confessions of a recovering perfectionist
(eatingdisordersblogs.com)



06. What eating disorder recovery actually looks like
(themighty.com)

07. To the person with an eating disorder who feels like giving up on recovery
You deserve a full life
(huffingtonpost.com)


08. How to catch a relapse before it happens  (recoverywarriors.com)



09. Defining recovery: Life after an eating disorder
 (edbites.com)



10. Creating a relapse prevention plan in eating disorder recovery
(huffingtonpost.com)



11. Reality of ed
(reclaiming-emily.tumblr.com)



12. What recovery means to me
(medainc.org)

13. 280 reasons to recover (ehealthforum.com)

14. 11 reasons why recovery is worth it
(proud2bme.org)

15. The pros and cons of using instagram in recovery
(recoverywarriors.com)

16. Not being the thinnest any more - how to adjust
Coping with a changing body in recovery from anorexia (psychologytoday.com)

17. Feel good about your eating and your weight
(psychologytoday.com)



18. Relapse warning signs
(mirror-mirror.org)


19. What anorexics really feel about food liking food but not wanting it may be 
at the heart of anorexia
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)



20. How to help someone with an eating disorder. Thoughts on doing more good than harm 
when someone you care about is ill
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)


21. The road long past recovery… called life? Making short-term rules to be freer in the long term
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)



22. Why control won’t bring you happiness recovery from anorexia starts by taking control, 
but can end stronger still
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)



23. Taking, losing, and letting go of control in anorexia
 (psychologytoday.com/blog/hunger-artist)

24. Recovering from anorexia: how and why to start
How to help your understanding of your illness lead to active recovery
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)

25. Recovery from anorexia: Why the rules do apply to you
Anorexia and the illusion of individualism
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)

26. Eating Disorders in the Online World
The dangerous trend of ‘thinspirational’ web content.
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)

27. Not leaving recovery 'Til It's too late
One more reason not to defer making changes
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)


28. Wasting time: symptom and enemy of anorexia
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)

29. What's the difference between being fussy and having an eating disorder?
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)


30. Where next after anorexia: death, recovery, or another eating disorder?
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)


31. Fully recovered, but not quite: the long post-anorexic road
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)


32. How to reunite work and life after anorexia
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)


33. The physical effects of weight gain after starvation
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)


34. Is 100% recovery from an eating disorder possible?
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)

35. Five anorexia myths exploded
(psychologytoday.com/blog/hunger-artist)


36. What recovery means to me
(medainc.org)

37. Research shows how brain can override hunger in eating disorders 
(eatingdisorderhope.com)

38. Dealing with grief in eating disorder recovery
(eatingdisorderhope.com)

39. Why I don't like the word ‘recovery’ as someone with an eating disorder
 (themighty.com)


40. The conversations that remind me the ghosts of my eating disorder haven't died
(themighty.com)


41. When an eating disorder is triggered by trauma
(themighty.com)



42. What it's like hearing 'disordered eating talk' when you live with an eating disorder
(themighty.com)


43. Learning the language of eating disorder recovery
(themighty.com)

44. Do you aspire to recover from your eating disorder?
(aspire-network.blogspot.com)

45. 11 things I wish my friends and family understood about my eating disorder
(themighty.com)

46. What's wrong with how we talk about eating disorders in the media and in ED communities - part 1 (scienceofeds.org)

47. What's wrong with how we talk about eating disorders in the media and in ED communities - part 2 (scienceofeds.org)

48. Factors associated with recovery from anorexia nervosa (scienceofeds.org)


49. What's the point of bingeing and purging? And why can't you just stop? (scienceofeds.org)

50. Rigid food rules in eating disorders: is perfectionis to blame? (scienceofeds.org)

51. In anorexia, separating mind from body is impossible
Mental illnesses don't exist separate from the body. (psychologytoday.com)

52. Escaping from Anorexia. What makes someone with anorexia start eating again? (psychologytoday.com)

53. Escaping from anorexia, Part II. Q&A on what makes eating seem impossible for anorexics
(psychologytoday.com)

54. Evolution and Anorexia Nervosa. Biochemical insights into self-starvation (psychologytoday.com)

55. Can eating disorders be contagious? (scienceofeds.org)

56. How do anorexia nervosa patients define recovery and engage in treatment? The need for individualized treatment (scienceofeds.org)

57. What are you re-covering? Critical coversations about eating disorder recovery (scienceofeds.org)

58. Unpacking eating disorder recovery part 1: The recovery model (scienceofeds.org)

59. Unpacking recovery part 2: The multiple facets of recovery (scienceofeds.org)

60. Unpacking recovert part 3: Can patients image recovery? (scienceofeds.org)


61. Unpacking recovery part 4: Are we all on the same page? (scienceofeds.org)

62. Unpacking recovery part 5: Clinical recovery without a clinic? (scienceofeds.org)

63. Narrative therapy and eating disorders: help or hype? (scienceofeds.org)

64. Asking the impossible? Eating disorder recovery in context (scienceofeds.org)



65. I asked, “Are you in recovery right now? Why or why not?” Here's what you answered (and more): exploring seds reader's experiences (scienceofeds.org)

66. “Our results are unexpected, so the participants must have been in denial”: exploring a worrying trend in eating disorders research (scienceofeds.org)

67. Calorie restriction, anorexia nervosa, and memory gaps (scienceofeds.org)



68. What are you re-covering? Critical conversations about eating disorder recovery (scienceofeds.org)


69. Beyond simple solutions: the need for complex ideas in anorexia nervosa (scienceofeds.org)

70. What causes someone to develop an eating disorder? (psychologytoday.com)

71. Two Psychiatrists Weigh in on Netflix’s 'To the Bone' (psychologytoday.com)

72. Chilled...To The Bone. An eating disorder therapist's take on this highly publicized new movie (psychologytoday.com)

73. Will "To the Bone" Trigger Eating Disorders? Why this new controversial Netflix film has mental health professionals worried (psychologytoday.com)

74. An App for Recovery from Anorexia Baby steps towards a new way of helping full recovery happen (psychologytoday.com)

75. Anorexia Recovery: Why is it that treatment seems to serve my eating disorder better than it serves my recovery? (tabithafarrar.com)

76. Eating disorders: 'I lay awake at night and miss my anorexia' (telegraph.co.uk)

77. The Eating Disorder No One Ever Talks About - "Chewing and spitting" (refinery29.com)

78. Chewing and spitting: a neglected symptom in eating disorders? (scienceofeds.org)

79. Your body’s response to chewing & spitting: the role of ghrelin and obestatin – science of eating disorders (scienceofeds.org)



80. An aside: anorexia will not finish with me (lizzieporter.wordpress.com)