Psychodeliczne pogmatwanie


Szeroko pojęte pisanie, zapełnianie pustych, białych przestrzeni dokumentu tekstowego lub żywego papieru towarzyszyło i towarzyszy mi odkąd pamiętam.. Już jako mała dziewczynka opisywałam każdy swój dzień podczas wakacji u babci. Potem na górskich szklakach, zdyszana przystawałam na moment na skarpie żeby przelać na papier ulotne przemyślenia. Potem odnalazłam się w psychologicznej psychodeliczno pogmatwanej plątaninie myśli. Pisałam tak, abym za każdym razem mogła interpretować moje słowa tak, jak tego aktualnie potrzebuję. Czułam się dzięki temu ekscentryczna. Cały okres gimnazjum i liceum przelałam na kartki pięknego zeszytu z Unicefu. Następnie, podczas półrocznym pobycie w szpitalu każdego dnia opisywałam swój dzień. Kogo poznałam, jak trudno mi tutaj, jaka jestem przerażona. Pomimo tego były momenty kiedy czułam się spełniona towarzysko. Miałam poczucie, że ktos mnie rozumie. Tak mocno. Kiedy wróciłam (końcówka 2009 roku), zaczęłam spisywać swoje obawy, zażalenia i radości w zwykłym dokumencie tekstowym. Robię to do dnia dzisiejszego. 
Trochę żałuję, że nie robiłam tego na bieżąco w sieci.. Możne nie byłabym z tymi myślami sama? Może ktoś podsunąłby mi twórczy pomysł (lub chociaż nakierował) jak wybrnąć z danej sytuacji.. Może uniknęłabym wielu załamań. Ominęłoby mnie poczucie osamotnienia?


Nie ma co gdybać. Ania, idz do przodu..